No i po zawodach. Właśnie wracamy do Polski... jest chwila czasu by dokończyć relacje...

Ostatnia konkurencja ze względu na raczej niezbyt pewne prognozy, odbyła się na Likaku, za którym raczej nie przepadam. Założenie na ten dzień było zrobić ok. 50 kilometrową konkurencję, przy czym bez lotu na wschód, za Čaven (czyt. Czawen). Utrudniło to mocno pracę nad konkurencją, ale ostatecznie udało się nam, rozłożyć ciekawą konkurencję z kilkoma możliwymi drogami. Najszybsza droga była przez płaskie, najpewniejsza - opierając się o góry.

Podstawy niskie - do ok. 1300 metrów. Początek decyduję się robić po płaskim, jak reszta czołówki. Po opuszczeniu 2,5 kilometrowego cylindra startowego, który tym razem było startowisko, trzeba było zaliczyć punkt na południowy wschód, wysunięty nieco na południe od Chaven'a. Tu na chwilę utknąłem - co w sumie nie wyszło mi na złe. Czołówka, która była wyżej, szybciej się wykręciła. Ja wybrałem niezłą linię, a po drodze nieco dokręciłem. Potem lot na zachód - z kilometr na południe od lądowiska. Potem trzeba było zaliczyć duży cylinder na północny zachód od startowiska. Dróg było kilka. Czołówka poszła na zachód. Mi wysokości zostało nie tak wiele. Akurat tyle by komfortowo wkleić pod startowisko. Przede mną leciał Sławek na Enzo 2. On szukał szczęścia na lewo, ja na prawo i szybciej się wykręciłem w mocnym noszeniu. Ruszyłem samotnie na punkt - płaskowyżem na Grgar. Pozwoliło mi to skrócić dystans do czołówki, która nisko wkleiła we wzgórza na zachód od startowiska. Szału tam chyba nie mieli. Z tego miejsca do zaliczenia jest kolejny duży cylinder, tym razem na południe od startowiska. Jest opcja, by zrobić to granią i tylko wyskoczyć parę kilometrów na południe, ale decyduję się na lot po płaskim, tym bardziej, że chmury pokazywały, że jeszcze działa. Nad stacją benzynową przy autostradzie stoi komin ze sporą chmurą. Z tego miejsca zostaje tylko ok 500 metrów do granicy cylindra. Trochę podkręciłem, punkt, powrót w noszenie i dalej dobrą linią na następny punkt - 400 metrowy L05, u podnóża drugiej górki na zachód od startowiska, który zaliczam razem z Jackiem. Następny cylinder znowu jest spory i daje możliwość lotu krótką trasą przez płaskie, lub długą przez grań Lijaka. Początkowo decduję się na płaskie, ale na chwilę zostałem jeszcze w noszeniu. Po chwili lecę za Jackiem, który grzał pełną parą. Po pokonaniu ok. 1/4 drogi, gdy wysokość stopniała do około 600 metrów, zdecydowałem się nie szukać szczęścia na płaskim, a uderzyć znowu pod startowisko. Łatwiej było taką decyzję podjąć, bo chmury zaczęły z płaskiego znikać, Jacek rzucił się pod ludzi kręcących jakieś słabe noszenie. Innymi słowy - miodu tam nie było. Dobijam do zbocza poniżej startowiska. Rysuję je na zachód - w kierunku na punkt, ale tak nisko nie działalo i wróciłem w stronę startowiska. Najpierw żagiel, potem podkrętka do wysokości grani i jazda na speedzie na wschód. Tu było zdecydowanie mocniej niż na płaskim... bardziej też turbulentnie. Zaliczam punkt i lecę w stronę startowiska. To samo robi czołówa, tyle, że przede mną i sporo niżej. W okolicach startowiska spotykamy się. Oni zaczynają jiż odchodzić na ostatni punkt na zachodzie. Ja patrzę na wskazania C-Pilota, dokręcam, aż będę miał 150 metrów nad metę, bo ostatnia część jest pod wiatr. Chilę przede mna odchodzi Mario. W drodze na punkt - C-Pilot zaczął pokazywać jakieś totalne bzdury (to już drugi raz), bo za chwilę pokazywał mi, że brakuje mi ok. 1000 metrów wysokości, by dokończyć konkurencję. Dla pewności trochę podkręciłem, ale zupełnie niepotrzebnie. Ostatecznie dolatuję ok. 400 metrów nad metą.

Tego dnia jestem 12-ty. Zawody z kolei - jako 9-ty w klasyfikacji generalnej i pierwszy w klasie Sport. Cure po raz kolejny spisał się świetnie i był bezkonkurencyjny w swojej klasie.

PICT 20170502 194524 1

 

Chciałbym na tych zawodach latać już na Divie, ale jeszcze chwilę muszę na to skrzydło poczekać... no ale i tak narzekać nie mogę.