Wczoraj spektakularna gleba zaraz po drugim punkcie, a dziś meta - jako ostani, ale zawsze to coś. Mogło być gorzej, bo dwa razy słońce było cirrusem zasłonięte i trzeba było ten kryzys przetwrać. No problemy inne po drodze były, bo kolejny kryzys na "diable", gdzie przedostałem się na nawietrzną stronę z zapasem może 10 metrów nad grań. Obok mnie był Chrigel Maurer, on coś tam znalazł, a ja niestety miotałem się jak ryba w sieci. Ostatecznie wykręciłem się, ale czasu straciłem co niemiara. Ogólnie cały czas starałem się mieć wysokość. Dolot do mety - zacząłem mając na minusie jakieś 700m, więc leciałem po doskonałości, a jak pokazało mi około 7,5 to pozwoliłem sobie wcisnąć belę do oporu. Krzywa biegunowa do małej poprawki, choć może teraz ruszać już nie będę. Lepiej mieć ten zapas.

Zdjęcia zrobiłem tylko przed startem - z telefonu niestety.