Przedwczoraj miała odbyć się konkurencja nr. 5. W zasadzie to nawet się rozpoczęła, bo wystartowaliśmy, ale zanim rozpoczął się wyścig, przerwano ją. Nad startem wybudowała się całkiem konkrenta chmura burzowa.... a większość, jeśli nie wszyscy piloci byli już w powietrzu. 

Wczoraj z kolei - dzień wolny. Rano deszcz i dolina w chmurach. Po południu zrobiło się całkiem ładnie. Ale dzień odpoczynku po długich trasach bardzo się przydał.

Dziś od rana piękna pogoda, świetne prognozy. Task 129 km, choć liczyłem się nawet ze 150. Spokojnie mogli taki rozłożyć. Po wystartowaniu - szybko kosmos - 2800 - 2900. Widoki przepiękne. Ponad inwersją było widać góry na południe od Plovdiv, a to kawałek drogi jest. Kominy mocne. Trzeba było się chwilami nieźle pilnować. Po pierwszym cylindrze, zrobiły się dwie grupy. Jedna poszła środkiem doliny na punkt, druga dużymi górami nieco dłuższą drogą, ale mniej przez mniejszy wiatr. Ja poleciałem przez dolinę. Dużo wolniej to nie wyszło. W okolicy drugiego punktu zwrtonego zrobiłem 3100 m wysokości. Po drodze za wolno napierałem i nie wybrałem optymalnej trasy. Mogłem lecieć po prostu na ostatni cylinder punktu zwrotnego. Po drodze coś do podkręcenia by się znalazło. Wybrałem wariant wolniejszy, ale pewniejszy. Byłem jakieś 3-5 km za czołówką. Niestety na niewiele mi się to zdało. Po zaliczeniu ostatniego punktu, nie zrobiłem wysokości wystarczającej na dolot. No przez chwilę C-Pilot pokazywał, że będę nad metą, ale po drodze szybko zaczęło to topnieć, a gorączkowe poszukiwanie noszenia skończyło się lądowaniem na 9 km przed metą... trzeba wyciągnąć z tego wnioski... PRZEPRASZAM POLSKO ;)