Dziś udało się polatać. Jak już pisałem, organizator wymyślił, żeby wwzieźć nas na górę i tam czekać na warun. Pierwsza wersja trasy to blisko 90 km. Warun długo się ociągał. Parę razy przeszły dust devile, porywając glajta i parę innych drobiazgów. Glajt szybko wrócił na ziemię, jakieś drobiazgi, jak koszulka i pokrowiec na łkas polatały sobie dłużej... Około 14 zaczęło robić się sensownie, więc organizator podjął decyzję o zmianie trasy i wykreśleniu jedego punktu nawigacyjnego, tak, że trasa skróciła się do około 70 km. Założenie było takie, by latać po płaskim, dalej od dużych gór. 

Początek był świetny, z Malim jako jedni z pierwszych zaliczyliśmy pierwszy punkt zwrotny. Potem rodzieliliśmy się i lecieliśmy innymi drogami, ja się cofnąłem nieco, by podkręcić, Mali rzucił się między dwa jeziorka. Potem leciałem w stronę miejscowości Banja, gdzie była granica cylindra drugiego punktu zwrotnego. Trochę mi to czasu zabrało, bo musiałem walczyć o wysokość. Następny punkt zwrotny był położony daleko na zachód, na południe od drugiego łańcuch górskiego.Tam po chmurach - podkręcanie co 5 km. Można było to trochę agresywniej, no ale, jak to mówią - mądry Polak po szkodzie. W drodze powrotnej - mimo, że pod wiatr, podkręcałem tylko jeden raz. Przestałem podkręcać jak miałem dolot na minusie, a i tak dojechałem na jakichś 300 - 400 metrach.

Na mecie zameldowaliśmy się w komplecie. Pierwszy z Polaków Łosoś, Paweł drugi, Michał trzeci, Klaudyna czwarta, potem ja i Mali. W punktach wyszło to trochę inaczej - leading points odegłary tu sporą rolę. W każdym razie na mecie pojawiło się ogółem 120 zawodników. Było trochę pilotów, którym zabrakło dosłownie parudziesięciu metrów... 

Ja skończylem dziś na 89 miejscu - dolatując jakieś 8 - 9 minut po pierwszym.