Wczoraj na 5 rano odstawiłem Marka do Karlova (czy jakoś tak) na pociąg do Sofii, a przed południem ruszyłem na lotnisko po Ramba. Mimo, że okazało się, że lotnisko leży dalej niż zakładałem, to udało się zgrać wszystko w czasie.

Na lotnisku ruch - może nie za duży, ale za to można było sobie popatrzec na dwa Herkulesy, które dokazywały na niebie. Niskie przeloty nad lotniskiem, w mocnym zakręcie oraz lądowanie z odwracaniem ciągu w wykonaniu tej maszyny robią niezłe wrażenie. Druga niespodzianka, którą zauważyłem na wjeździe na lotnisko - muzeum lotnictwa. Pawła w zasadzie nie trzeba było namawiać na zwiedzanie - parę ciekawych maszyn było, o czym można przekonać się ze zdjęć. Wszystko na wyciągnięcie ręki, wszystko można sobie całkiem dokładnie obejrzeć... miło spędzona godzinka.

W drodze z lotniska - zatrzymaliśmy się w Plovdiv - na śniadanio-obiad we włoskiej knajpce. Zaskoczenie - jedzenie naprawdę we włoskim stylu. Po dotarciu do Sopotu - rejestracja na Paralotniowe Mistrzostwa Świata, obligatoryjna odprawa bezpieczeństwa, a wieczorem oficjalne uroczystości otwierające Mistrzostwa Świata.

Dziś miał odbyć się dzień treningowy, ale pogoda - za silny wiatr skutecznie uniemożlił nam latanie. Z dnia treningowego zrobił się dzień techniczny - sprawdziliśmy glajty całej ekipy, a Spajk i Łosoś wymienili w swoich skrzydłach liny na nowe, więc dzień nie poszedł na marne.