Dziś wwieziono nas szybciej na górę - z obawy o pogorszenie warunków pogodowych. Trasę zaplanowano nie za długą - około 60 km, ale za to ciekawą. Startowy to tradycyjnie już wulkan, potem Dreznica ravne - u podnóża Polownika, Żabij Kuk, punkt na wschód od Mostu na Soci i Livek - z 2km cylindrem. Ostatnie 2 to wsumie taki tricky part. Zdecydowana większość zrobiła to przez Zmarzłego (Mrzli Vrh) i to działało najlepiej. 

Ogólnie zlądowałem na mecie 9-ty utrzymując swoje 4-te miejsce w generalce, ale wiem też co zrobiłem nie tak, więc następnym razem postaram się mieć to w pamięci. Trochę trzeba popracować jeszcze nad koncentracją w czasie lotu.

Udało się zrobić parę zdjęć, więc można podpatrzeć, na czym lata teraz konkurencja z Czech :)

A no i nasz team Polska D aktualnie zajmuje 2-gie miejsce! Do pierwszego trochę brakuje 400 pkt.

No i po raz kolejny zlądowałem w Słowenii, po raz kolejny w okolicach Tolminu. Tym razem przerwa była dosyć długa, bo wiosna nie rozpieszczała lotną pogodą. 

Póki co odbyły się dwie konkurencje, w pierwszej byłem 4-ty, nieźle jak na to, że wcześniej prawie nie latałem. No ale warun był całkiem przyzwoity, a i miejsce mi znane, więc zawsze to trochę łatwiej. Większość pilotów robiła metę w kosmosie, ja zrobiłem ją dosyć nisko. 

Druga konkurencja - w raczej mało lotnych warunkach - choć mimo to utrzymałem się ponad 2 godziny w powietrzu. Trasy nikt nie był w stanie oblecieć, zwyciężca dostał raptem ok. 160 pkt. W każdym razie pozycję utrzymałem.