No i po zawodach... Paralotniowe Mistrzostwa Świata dobiegły końca. 

Jak po - mieszane uczucia, chciało by się jeszcze polatać, by poprawić wyniki, z drugiej strony cieszy to, że Klaudia Bułgakow została Mistrzynią Świata (no oficjalnie dopiero podczas rozdania nagród, ale to tylko formalność) i nie można jedną złą konkurencją tego zmienić.

Klaudynie już gratulowałem, Spikowi również  - bardzo mnie cieszą ich wyniki! Pokazali na co ich stać. Klaudia w pełni zasłużenie zdobyła tytuł. Chyba przed tymi zawodami wylatała najwięcej z nas. Wcześniej - Ameryka Południowa, potem dobre zawody - i to zaprocentowało. Michał z resztą też sporo polatał, to jego rok. Wygrał tegoroczny Ratitovec i Ukrainian & Bulgarian Open. Ciągle liczyłem na to, że pójdzie choć jeszcze jedna konkurencja, w której Spike wskoczy na pudło... naprawdę tego mu życzyłem... zasłużył na to.

Faktem jest to, że wyniki czy to indywidualne, czy nawet drużynowe są odzwierciedleniem tego, ile piloci w tym roku nalatali. Nie dla wszystkich wiosna była łaskawa. 

Inną kwestią jest także strategią i taktyką na takich zawodach - zupełnie inaczej się tu latało niż np. na Mistrzostwach Europy w Saint Andre. Tu przy tych taskach droga do zwycięstwa była tylko jedna i trzeba było trzymać się grupy. Nie było miejsca na alternatywne drogi i pomysły. Takie próby kończyły się w najlepszym razie stratą czasu... Wszelkie indywidualne pomysły najczęściej kończyły się źle. Świetne przgotowani i zdyscyplinowani byli francuzi - 4 z nich jest w pierwszej 10. Konsekwentnie realizowali swój plan - ale bez źadnych indywidualnych wyskoków. Bezpiecznie, w czołówce, ale za innimi... dla wyniku super, ale sportowo... hmmm...

Więcej może później ... przemyśleń nie brakuje. Będą też zdjęcia z rozdania nagród.

Przedwczoraj miała odbyć się konkurencja nr. 5. W zasadzie to nawet się rozpoczęła, bo wystartowaliśmy, ale zanim rozpoczął się wyścig, przerwano ją. Nad startem wybudowała się całkiem konkrenta chmura burzowa.... a większość, jeśli nie wszyscy piloci byli już w powietrzu. 

Wczoraj z kolei - dzień wolny. Rano deszcz i dolina w chmurach. Po południu zrobiło się całkiem ładnie. Ale dzień odpoczynku po długich trasach bardzo się przydał.

Dziś od rana piękna pogoda, świetne prognozy. Task 129 km, choć liczyłem się nawet ze 150. Spokojnie mogli taki rozłożyć. Po wystartowaniu - szybko kosmos - 2800 - 2900. Widoki przepiękne. Ponad inwersją było widać góry na południe od Plovdiv, a to kawałek drogi jest. Kominy mocne. Trzeba było się chwilami nieźle pilnować. Po pierwszym cylindrze, zrobiły się dwie grupy. Jedna poszła środkiem doliny na punkt, druga dużymi górami nieco dłuższą drogą, ale mniej przez mniejszy wiatr. Ja poleciałem przez dolinę. Dużo wolniej to nie wyszło. W okolicy drugiego punktu zwrtonego zrobiłem 3100 m wysokości. Po drodze za wolno napierałem i nie wybrałem optymalnej trasy. Mogłem lecieć po prostu na ostatni cylinder punktu zwrotnego. Po drodze coś do podkręcenia by się znalazło. Wybrałem wariant wolniejszy, ale pewniejszy. Byłem jakieś 3-5 km za czołówką. Niestety na niewiele mi się to zdało. Po zaliczeniu ostatniego punktu, nie zrobiłem wysokości wystarczającej na dolot. No przez chwilę C-Pilot pokazywał, że będę nad metą, ale po drodze szybko zaczęło to topnieć, a gorączkowe poszukiwanie noszenia skończyło się lądowaniem na 9 km przed metą... trzeba wyciągnąć z tego wnioski... PRZEPRASZAM POLSKO ;)

Rozpisywać się dziś nie będę. Krótko task znowu długi - 121 km. Początek w miarę przyzwoicie - trzymałem się z czołówką, później, w drodze na drugi punkt zwrotny miałem nieco inny pomysł na to by oblecieć trasę, ale nie zadziałało jak się spodziewałem. Musiałem desperacko ratować się z zupełnego parteru. Koleś na Ezno z mojej wysokości zrobił kółko w nie tą stronę co trzeba i zlądował, ja z wykręciłem się z wysokości poniżej 50 m AGL z mikrogórki! Niestety nie dało się z tego zrobić chmury, ale udało się znaleźć inne noszenie i zrobić punkt. W drodze na ostatni punkt stał Congestus, który zadziałał tylko w drodze do punktu, a w drodze powrotnej niestety już nie. Mali miał okazję się z nim nawet zaprzyjaźnić... wessał go ten chmur na 3000 m. Mi chmur odpuścił... i padłem na 4 km przed metą... eh... trzeba lepiej wypocząć przed następną konkurencją, bo dziś niestety brakowało trochę koncentracji.

No ale najważniejsze jest to, że Spajk wszedł w klasyfikacji generalnej do pierwszej 10-ki (8-my)!

Rambo do 20-ki. Klaudia 21-sza. Ja straciłem 14 pozycji. Łosoś, (któremu dziś bardzo nie poszło) i Mali - miejsca powyżej setnego..

Wczoraj miało być tak pięknie, a wyszło... że siedzieliśmy cały dzień na górze, czekajac, aż wiatr się odwróci. Uparciuch nie bardzo chciał współpracować i po wielokrotnym przekładaniu czasu rozpoczęcia wyścigu, ostatecznie go odwołano. Męczące takie nielatanie...

Ale za to w dniu dzisiejszym warun od rana lepszy i rozłożono długą i wymagającą konkurencję o długości 117km. Punkty zwrotne miały bardzo duże cylindry, co dawało wiele opcji na oblecenie trasy. Prognozy były bardziej optymistyczne niż realia, bo podstawy były niższe od prognozowanych o około 300 m, a i temperatura wyższa. Do tego w trakcie konkurencji niebo zaciągnęło się grubą warstwa chmur średniego piętra, co spowodowało zacienienie całej doliny. 

Początek był loterią. Ciężko było zająć dobrą pozycję startową. Zadecydowało to o wyłonieniu czołówki jeszcze przed pierwszym punktem zwrotnym. Tam też padli chyba pierwsi piloci. W tej grupie leciał Rafał Łuckoś. Reszta ekipy podążała w drugiej grupie. Ja tak trochę więcej czasu zmitrężyłem, ale nadgoniłem to w bardzo mocnym noszeniu (do 9 m/s).

Następny punkt zwrotny oddalony był o około 30 km i wymagał długiego przeskoku przez dolinę z podkręcaniem po drodze – gdzie spotkałem Maliego. Grań na południowej stronie doliny, przez którą prowadziła trasa, słabo działała i stanowiła spore wyzwanie dla zawodników. Po drugiej stronie grani nie było lepiej. Odpadli pierwsi piloci, którym zabrało wytrwałości – w tym i Mali właśnie, który trochę się szyszek nakopał… Ja w słabym noszeniu wyjechałem na tyle wysoko, by rzucić się nieco na prawo od trasy na nasłonecznione zbocza, gdzie w dość silnym, lecz wąskim noszeniu wyjechałem pod chmurę, co pozwoliło mi na komfortowe zaliczenie punktu zwrotnego.

Ostatni punkt zwrotny znajdował się daleko w górach na wschód. Okazał się bardzo trudnym do osiągnięcia i cała czołówka „zaparkowała” na długi czas na ok. 8 km przed punktem, a podczas walki o wysokość nawet się od niego oddalając. Tam też spotkałem chłopaków. Cała dolina była przykryta chmurami i trzeba było sporo cierpliwości i wytrwałości by utrzymać się w powietrzu. W tym samym czasie mała grupka, w której leciała Klaudia przedarła się inną drogą do punktu i utknęła jedynie na chwilę. Po chwili termika znów zaczęła działać i Klaudia ruszyła na punkt zwrotny obejmując prowadzenie. Niestety nie wybrała optymalnej drogi dolotu na metę co spowodowało, że dystans do grupy pościgowej, której tempo jeszcze przed ostatnim punktem zwrotnym zacząłem narzucać, się zmniejszył. Dolot do mety wiódł już pod konwergencją i niestety naszej zawodniczce zabrakło szybkości żeby utrzymać prowadzenie... zabrakło może też nieco wcześniejszej decyzji by lecieć na metę,  ale wystarczyło, by Klaudyna była pierwsza wśród kobiet. Prawie cała reprezentacja stawiła się w czołówce, zabrakło jedynie Wojtka…

Ostatecznie dziś Paweł - 21., Klaudia - 22, Michał - 25., ja - 33, a Łosoś - 53. no i Mali - 119. Jako drużyna dziś zajęliśmy 4-te miejsce!

Dziś udało się polatać. Jak już pisałem, organizator wymyślił, żeby wwzieźć nas na górę i tam czekać na warun. Pierwsza wersja trasy to blisko 90 km. Warun długo się ociągał. Parę razy przeszły dust devile, porywając glajta i parę innych drobiazgów. Glajt szybko wrócił na ziemię, jakieś drobiazgi, jak koszulka i pokrowiec na łkas polatały sobie dłużej... Około 14 zaczęło robić się sensownie, więc organizator podjął decyzję o zmianie trasy i wykreśleniu jedego punktu nawigacyjnego, tak, że trasa skróciła się do około 70 km. Założenie było takie, by latać po płaskim, dalej od dużych gór. 

Początek był świetny, z Malim jako jedni z pierwszych zaliczyliśmy pierwszy punkt zwrotny. Potem rodzieliliśmy się i lecieliśmy innymi drogami, ja się cofnąłem nieco, by podkręcić, Mali rzucił się między dwa jeziorka. Potem leciałem w stronę miejscowości Banja, gdzie była granica cylindra drugiego punktu zwrotnego. Trochę mi to czasu zabrało, bo musiałem walczyć o wysokość. Następny punkt zwrotny był położony daleko na zachód, na południe od drugiego łańcuch górskiego.Tam po chmurach - podkręcanie co 5 km. Można było to trochę agresywniej, no ale, jak to mówią - mądry Polak po szkodzie. W drodze powrotnej - mimo, że pod wiatr, podkręcałem tylko jeden raz. Przestałem podkręcać jak miałem dolot na minusie, a i tak dojechałem na jakichś 300 - 400 metrach.

Na mecie zameldowaliśmy się w komplecie. Pierwszy z Polaków Łosoś, Paweł drugi, Michał trzeci, Klaudyna czwarta, potem ja i Mali. W punktach wyszło to trochę inaczej - leading points odegłary tu sporą rolę. W każdym razie na mecie pojawiło się ogółem 120 zawodników. Było trochę pilotów, którym zabrakło dosłownie parudziesięciu metrów... 

Ja skończylem dziś na 89 miejscu - dolatując jakieś 8 - 9 minut po pierwszym.

Wczorajsza konkurencja została przez organizatora odwołana, ze względu na zbyt silny północny wiatr. Skończyło się to wycieczką do Hisarii na basen. Było ciężko, ale jakoś to przetrwaliśmy. Potem obiad gdzieś za Karlovem, a następnie wykład o meteorologii tego miejsca. 

Dziś na odprawie dla kierowników ekip - organizator stwierdził, ma wiać północny wschód, ale że jedziemy na górę wszyscy i jeśli będą warunki na rozegranie konkurencji (a przede wszystkim na bezpieczny start), to będziemy się ścigać. Nie ma to jak precyzyjna prognoza pogody...